reklama

Dęblin. Był na każdej imprezie. Jego lody kochali wszyscy...

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Dęblin. Był na każdej imprezie. Jego lody kochali wszyscy... - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z DĘBLINABył jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci lokalnych festynów, dożynek i dni miast. Trudno było wyobrazić sobie plenerową imprezę w Dęblinie, powiecie ryckim czy wielu miejscowościach województw lubelskiego i mazowieckiego bez charakterystycznej budki z lodami. Dziś jego bliscy i znajomi żegnają człowieka, którego lody pokochały całe pokolenia mieszkańców.
reklama

Od ponad 20 lat przemierzał region, pojawiając się na festynach, piknikach rodzinnych i dożynkach. Sprzedawał lody, zimne i ciepłe napoje, a jego znakiem rozpoznawczym były lody polewane własnoręcznie przygotowywanym truskawkowym sosem. Dla wielu klientów były obowiązkowym punktem każdej imprezy. W Dęblinie przy ul. Wiślanej była lodziarnia, gdzie przychodzili najmłodsi i troszkę starsi. Trudno sobie wyobrazić, że jego już nie ma z nami.

Nie mniej charakterystyczny był jego samochód i nagłośnienie. Zawsze z mikrofonem zapraszał gości, żartował i opowiadał historie. Nie spieszył się. Najważniejsze było dla niego, aby każdy klient odszedł zadowolony.

- Mariusz od ponad 20 lat jeździł po imprezach. W ostatnim czasie miał ich naprawdę dużo, a jeszcze więcej było w planach. W piątek byliśmy razem na festynie na Wiślanej, a na weekend miał już kolejne wydarzenie do obsługi. Miał wielkie plany i wielkie marzenia - wspomina jego wieloletni kolega, Leszek Grzyb.

reklama

Jak podkreśla, Mariusz był człowiekiem, który nie tylko sprzedawał lody, ale tworzył wyjątkową atmosferę. - Zawsze miał zestaw z mikrofonem. Nigdy się nie spieszył, nie liczył się dla niego czas. Chciał dobrze obsłużyć każdego klienta. Opowiadał historie, rozmawiał z ludźmi i sprawiał, że festyny były niepowtarzalne - mówi Leszek Grzyb.

Jego lody uwielbiały całe rodziny. Wielu mieszkańców przyznaje, że na imprezy przyjeżdżali właśnie po to, by ponownie spróbować charakterystycznych smaków z jego budki. - Nawet gdy sam nie miałem pracy z dmuchanymi zamkami na festynie, jechaliśmy tam z dziećmi. One uwielbiały jego lody - dodaje Grzyb.

Jeszcze niedawno wspólnie żartowali. - Ostatnio zrobiłem mu nawet kawał. Podjechałem swoim samochodem ciężarowym pod jego auto z lodami. Śmialiśmy się z tego. Dziś nie mogę uwierzyć, że już go z nami nie ma. To do mnie po prostu nie dociera - przyznaje z żalem.

reklama

Na zakończenie kieruje do przyjaciela krótkie, ale niezwykle wymowne słowa: Mariusz, do zobaczenia.

Jego śmierć poruszyła mieszkańców Dęblina oraz wielu miejscowości województw lubelskiego i mazowieckiego. Dla jednych był sprzedawcą lodów, dla innych znajomą twarzą każdego festynu. Dla wielu pozostanie symbolem beztroskich wakacji, rodzinnych pikników i dziecięcych wspomnień, które smakowały lodami z truskawkowym sosem.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo