Antoni Tobjasz ze Stężycy - człowiek, który niesie światło w hospicjum

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Antoni Tobjasz ze Stężycy - człowiek, który niesie światło w hospicjum - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z POWIATU RYCKIEGOW Stężycy mieszka człowiek, którego życie od zawsze kręciło się wokół pomagania innym. Antoni Tobjasz ma 60 lat i od dzieciństwa był uczony empatii i wrażliwości. - Pomagać? Pomagałem od dzieciństwa, bo tak mnie wychowali rodzice - wspomina. Już wtedy jego serce było otwarte na potrzeby innych, a drobne gesty dobroci stały się jego codziennością.
reklama

Miał doświadczenie
Zanim trafił do hospicjum w Stawach, Antoni angażował się w wiele działań charytatywnych. Organizował koncerty dla dzieci, przygotowywał paczki świąteczne dla osób potrzebujących, brał udział w lokalnych akcjach społecznych.  - Będąc przewodniczącym rady, jako radny, zawsze uczestniczyłem w takich akcjach. Graliśmy paczki, koncerty - zawsze coś dla innych - mówi.

Droga do hospicjum była jednak przemyślana i dojrzewająca przez lata. - Rozmawiałem z Asią Świtaj jakieś trzy lata temu. Nabierałem ochoty powoli, aż rok temu zacząłem przychodzić regularnie. Teraz moje wizyty są stałe - podkreśla. 

Działania misyjne i akcyjne
Antoni zdaje sobie sprawę, że nie każdy nadaje się do pracy z osobami w ciężkim stanie. - Trzeba mieć charakter, trzeba wchodzić z ciepłem i optymizmem, by budować duchy podopiecznych - dodaje.

reklama

Jego pierwsza wizyta w hospicjum była pełna emocji. - Pamiętam rozmowę z panią koordynatorką, panią Lucyną Wojcieską. Rozmawialiśmy o potrzebach hospicjum, o tym, jak często chciałbym pomagać. Pomocy nigdy nie jest za dużo, biorą wszystko - wspomina Antoni. Od tego momentu wiedział, że znalazł swoje miejsce.

Wolontariat Antoniego obejmuje dwa główne obszary. Po pierwsze, udział w akcjach charytatywnych: od festynów i dożynek, przez koncerty, po specjalne wydarzenia świąteczne. 

- Pracuję jako Mikołaj, pomagam podczas dożynek czy akcji świątecznych. To też jest moja forma pomocy. Pokazujemy ludziom radość i obecność - mówi. Po drugie, działalność misyjną - codzienną pomoc podopiecznym.

Praca misyjna wymaga od Antoniego ogromnej empatii i cierpliwości. - To przeróżne zadania: rozmowa, wysłuchanie, przygotowanie kawy czy kisielu, obcinanie włosów i paznokci. Czasem robimy karmniki dla ptaków, żeby podopieczni mogli obserwować sikorki czy dzięcioły. To daje im radość i wypełnia czas - wyjaśnia.

reklama

Więcej w papierowym wydaniu Wspólnoty powiatu Ryckiego. Zapraszamy do lektury.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo