Proces za zamkniętymi drzwiami
Była skuta kajdankami, pilnowała jej dwójka policjantów. W piątek, 13 lutego, Aleksandra K. została doprowadzona do sali rozpraw z aresztu, w którym przebywa od sierpnia ub.r. W Sądzie Okręgowym w Lublinie ruszył proces 31-latki, prokurator zarzuca jej zabójstwo z zamiarem bezpośrednim noworodka.
Niska, dosyć krępej budowy ciała, ubrana w zimowe buty, jeansy, sportową bluzę i długą puchową kurtkę, szła spokojnym krokiem przez sądowy korytarz za prowadzącym ją policjantem. Aleksandra K. miała w piątek starannie ułożone w warkocze rude włosy, na pytania sądu odpowiadała cicho, powoli. W sali rozpraw stawili się tego dnia także rodzice oskarżonej, którzy w procesie biorą udział jako świadkowie.
Jeszcze przed rozprawą obrońca mieszkanki Ułęża, adwokat Paulina Grzyb-Chołody, zawnioskowała o wyłączenie jawności procesu. Sąd zgodził się z tym wnioskiem.
- Ze względu na to, że ujawnione okoliczności mogą godzić w dobre obyczaje i naruszyć interes prywatny - uzasadniła sędzia Barbara Markowska.
Oznacza to, że przedstawiciele mediów i pozostali obserwatorzy nie mogą uczestniczyć w rozprawach. Jawne będzie dopiero ogłoszenie wyroku. Nie wiadomo więc, jakie stanowisko wobec przedstawionego jej zarzutu zabójstwa zajęła w piątek w sądzie Aleksandra K.
Warunki uniemożliwiające samodzielne przeżycie
Prokurator postawił kobiecie zarzut zabójstwa nowo narodzonego dziecka - po zakończonej akcji porodowej nie zapewniła mu odpowiedniej opieki medycznej i porzuciła je w warunkach uniemożliwiających mu samodzielne przeżycie.
31-latka w czasie śledztwa przyznała się do popełnienia tego czynu. Ustalono, że Aleksandra K. celowo nie udzieliła pomocy dziecku. "Czekała, aż chłopiec umrze" - wskazano w akcie oskarżenia.
Noworodek żył po urodzeniu
Ustalenia śledczych są następujące: w nocy z 8 na 9 sierpnia ub.r. kobieta urodziła poza domem, a kiedy dziecko przestało płakać, umieściła je w płóciennej torbie i zaniosła do budynku starej chlewni na terenie dawnej Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Ułężu. Przedstawiciele służb znaleźli noworodka 9 sierpnia w późnych godzinach wieczornych. Dziecko było martwe.
Przeprowadzono sekcję zwłok. Biegli stwierdzili jednoznacznie: noworodek żył po urodzeniu i oddychał. Nie byli w stanie jednak ustalić przyczyny zgonu.
Podejrzewali, że jest w ciąży
Jak wynika z ustaleń śledczych, rodzina Aleksandry K. podejrzewała, że 31-latka spodziewa się dziecka - kobieta jednak wielokrotnie zaprzeczała, odmawiała pomocy w tym zakresie, nie chodziła do ginekologa i nie wykonywała badań. W ogóle nie chciała rozmawiać na ten temat. Jednocześnie mieszkanka Ułęża miała prowadzić nieodpowiedzialny tryb życia, m.in. nie stroniąc od alkoholu.
To, że kobieta była w ciąży, bezsprzecznie ustalono 9 sierpnia ub.r. Czujnością wykazali się ratownicy medyczni, wezwani do Aleksandry K., u której wystąpiły poważne komplikacje poporodowe. Początkowo kobieta przekonywała, że poroniła znacznie wcześniej, ale medycy nie dali się na to nabrać i dociekali, co się stało z nowo narodzonym dzieckiem. W końcu 31-latka powiedziała, jak było naprawdę.
Nadzwyczajne złagodzenie kary?
Biegli psychiatrzy i psycholog przebadali Aleksandrę K. Specjaliści zastrzegli, że oskarżona w czasie popełnienia przestępstwa miała w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem. Przy czym nie jest chora psychicznie. W takiej sytuacji przepisy stanowią, że sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.
Za zabójstwo grozi od dziesięciu lat pozbawienia wolności do nawet dożywocia.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.