- Żyliśmy zwyczajnie, ale w tej zwyczajności odnajdowaliśmy szczęście. Kajtuś chodził do przedszkola, cieszył się dziecięcą beztroską, której nie powinno odbierać się żadnemu dziecku - wspomina mama chłopca.
Po zgłoszeniu niepokojących objawów lekarz skierował Kajtusia na pilne badania krwi. Wyniki były alarmujące. Rodzina natychmiast usłyszała, że musi jechać do szpitala. Diagnoza okazała się druzgocąca - ostra białaczka limfoblastyczna.
- Kajtuś z dziecięcą ciekawością pytał, dlaczego jego krew jest chora. Nie rozumiał, dlaczego wszystko, co dotąd było na wyciągnięcie ręki, nagle oddzielił od niego szpitalny mur - opowiada jego mama.
Miesiące walki w szpitalu
Leczenie rozpoczęło się 3 listopada 2025 roku i od samego początku było niezwykle trudne. Pojawiły się poważne powikłania, które uniemożliwiały nawet krótkie powroty do domu. - Bakteria cewnikowa, ostre zapalenie płuc, słabe wyniki. To wszystko sprawiło, że od listopada do lutego byliśmy cały czas w szpitalu, bez żadnego wyjścia do domu - mówi mama Kajtusia.
Ze względu na obowiązujący zakaz odwiedzin chłopiec przez długi czas nie mógł przytulić taty. - Kajtuś widywał tatę tylko przez okno. Ja byłam z synkiem na oddziale, a mój mąż stał po drugiej stronie szyby. Dziś ten obraz boli jeszcze bardziej - przyznaje.
Dramat, który wydarzył się w czasie leczenia
Największy cios przyszedł jednak w trakcie walki o zdrowie chłopca. 14 czerwca, podczas pobytu z Kajtusiem w szpitalu, mama otrzymała wiadomość o nagłej śmierci swojego męża. Tata chłopca zmarł wskutek pęknięcia tętniaka aorty brzusznej.
- Nasz świat zatrzymał się po raz drugi. Do tamtej chwili dzieliliśmy między siebie wszystko. Ja byłam przy synu w szpitalu, mąż pracował i utrzymywał rodzinę. Był moim wsparciem i moją siłą. Zostałam sama z bólem po stracie ukochanej osoby, z lękiem o życie synka i z odpowiedzialnością za wszystko, co jeszcze przed nami - mówi.
Leczenie trwa
Obecnie Kajtuś jest leczony według programu AIEOP-BFM ALL 2017. Po zakończeniu drugiego protokołu terapii ma rozpocząć leczenie podtrzymujące. Najważniejsza wiadomość jest taka, że dobrze reaguje na chemioterapię. - Synek dobrze reaguje na terapię, a ja trzymam się tej informacji z całych sił - podkreśla jego mama.
Codzienność rodziny podporządkowana jest leczeniu. Wizyty w szpitalu, kolejne cykle chemioterapii i oczekiwanie na wyniki badań nie pozwalają mamie wrócić do pracy. - Nie mam możliwości podjęcia pracy, ponieważ cały czas jestem przy Kajtusiu. Jego leczenie wymaga mojej obecności, a cała opieka nad nim spoczywa dziś na mnie. W jednej chwili straciliśmy nie tylko tatę i męża, ale również jedyną osobę, która utrzymywała naszą rodzinę - mówi.
Trwa zbiórka
Mama chłopca nie ukrywa, że przed nimi jeszcze długa i kosztowna droga. - Po stracie męża zostałam sama z chorobą naszego dziecka, z ogromnym bólem i lękiem o każdy kolejny dzień. Jednak dopóki Kajtuś się leczy, dopóki dobrze reaguje na terapię i jest przed nami szansa na zdrowie, będę robić wszystko, aby przeprowadzić go przez tę drogę. Pomóżcie mi walczyć o mojego synka - apeluje.
Osoby, które chcą wesprzeć leczenie Kajetana Pawłowskiego, mogą przekazać darowiznę poprzez internetową zbiórkę prowadzoną przez Fundację Cancer Fighters.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.