Kiedy podjąłeś decyzję o odejściu z Ruchu Ryki?
- To było pod koniec marca, po trzeciej kolejce rundy wiosennej. Wtedy poinformowałem panią prezes, że niezależnie od tego, jak zakończy się sezon, będzie to moja ostatnia runda w roli trenera Ruchu.
Skąd taka decyzja?
- Mówiłem o tym już wcześniej. Po prostu poczułem zmęczenie. Potrzebowałem odpocząć od codziennego funkcjonowania w piłce, zresetować głowę i dlatego postanowiłem odejść.
Udało się odciąć od futbolu?
- Nie do końca. Choć nie prowadzę już zespołu, cały czas śledzę to, co dzieje się w Rykach i okolicach. Byłem na kilku sparingach, zamierzam oglądać również mecze ligowe. Piłka i sport to moje życie. Odpoczywam od trenowania, ale nie od samej piłki.
Zapewne nie brakowało telefonów z innych klubów?
- To nieważne (śmiech - przyp. red.). Nie rozważałem pracy w żadnym innym zespole. Były dwa lub trzy sygnały, ale nie miałem ochoty nawet rozpoczynać rozmów. Teraz jest czas na odpoczynek.
A jeśli zimą pojawi się ciekawa oferta?
- Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość, ale myślę, że będę ją rozważał. Jestem już miesiąc bez prowadzenia treningów i zaczyna mi brakować szatni, zajęć oraz meczów.
Siedem lat pracy zakończyło się awansem do IV ligi. To chyba wyjątkowy rozdział?
- To była piękna przygoda i w pewnym stopniu spełnienie marzeń. Gdy zaczynałem pracę trenerską w MKS-ie, nawet nie przypuszczałem, że kiedyś poprowadzę seniorów. Dzięki zaufaniu Elżbiety Kuchnio i zarządu dostałem taką szansę. Początki były bardzo trudne. Tylko zawodnicy, którzy byli wtedy z nami, wiedzą, z jakimi problemami musieliśmy się mierzyć. Musieliśmy postawić na młodzież, bo finansowo trudno było rywalizować z wieloma klubami z regionu. Na szczęście mieliśmy utalentowanych chłopaków. Oddali drużynie serce i zaangażowanie, a ich praca z roku na rok przynosiła efekty.
Gdybyś miał wskazać trzech najbardziej utalentowanych zawodników ostatnich lat?
- Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Każdy, z kim pracowałem przez siedem lat, miał swój udział w tym, co osiągnęliśmy. Czasami zawodnicy z numerami 12, 18 czy 20 są równie ważni, a nawet ważniejsi od tych z podstawowej jedenastki. Wszyscy zasługują na uznanie.
Nie żałujesz decyzji o odejściu?
- Nie. Doszliśmy do momentu, w którym ja potrzebowałem odpoczynku, a drużyna nowych bodźców. Po siedmiu latach znaliśmy się doskonale. Nowy trener oznacza nowe wyzwania, a każdy zawodnik dostał czystą kartę i szansę, by pokazać się z jak najlepszej strony.
Jak oceniasz szanse Ruchu w nowym sezonie?
- Myślę, że ten zespół jest w stanie walczyć o miejsca w środku tabeli, około dziesiątej–jedenastej pozycji. Skład nie zmieni się diametralnie, będzie jedynie lekko przebudowany. Znam potencjał tych chłopaków. Wiele zależy od nich samych i od trenera Mirosława Kosowskiego.
Podczas sparingów nie korciło cię, żeby podpowiadać zawodnikom?
- Nie. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Po raz pierwszy od wielu lat oglądałem mecz bez emocji związanych z prowadzeniem drużyny. Z trybun wszystko wygląda zupełnie inaczej. Na pewno będę częściej korzystał z takiej perspektywy, bo może mi to pomóc w przyszłej pracy.
Na mecze Ruchu będziesz nadal jeździł?
- Oczywiście. To mój klub i cały czas jestem sercem z tym zespołem. W jakimś stopniu współtworzyłem tę drużynę, dlatego pojawię się nie tylko na meczach u siebie, ale również na kilku wyjazdach.
A gdyby w kryzysowym momencie zadzwoniła pani prezes z prośbą o pomoc?
- Elżbieta Kuchnio jest bardzo doświadczoną prezeską. Przetrwała ze mną niezwykle trudny poprzedni sezon, więc nie wierzę, że podejmowałaby pochopne decyzje po kilku słabszych meczach. Każdy trener powinien dostać czas, by wyprowadzić zespół z ewentualnego kryzysu.
Jak oceniasz współpracę z zarządem?
- Wyłącznie w samych superlatywach. Zarząd wykonuje ogrom pracy, często niewidocznej dla kibiców. To kosztuje mnóstwo czasu, sił i nerwów.
Jak trafiłeś do pierwszej drużyny Ruchu?
- Byłem trenerem Żyrzyniaka Żyrzyn. Kiedy Ruch był już praktycznie skazany na spadek z IV ligi, poprzedni szkoleniowiec zrezygnował. Dzięki dobrym relacjom z władzami klubu poproszono mnie o dokończenie sezonu. Przez miesiąc prowadziłem dwa zespoły, a później zostałem już tylko w Rykach.
Masz poczucie, że coś mogłeś zrobić lepiej?
- Zawsze można zrobić coś lepiej. Przez cały ten okres starałem się jednak pracować najlepiej, jak potrafiłem. Nie mam do siebie pretensji. Każda porażka i każde zwycięstwo czegoś uczą. Mam nadzieję, że wyciągnę wnioski z ostatniej, bardzo trudnej rundy.
Na co przeznaczasz czas po zakończeniu sezonu?
- Jestem nauczycielem w Publicznej Szkole Podstawowej nr 2 w Rykach, więc początek wakacji spędziłem zgodnie z planem na urlopie. Różnica polega na tym, że tym razem po powrocie nie rozpocząłem przygotowań do nowego sezonu. Mam więcej wolnego czasu i chcę go wykorzystać na oglądanie meczów z trybun oraz krótkie wyjazdy.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.