W najbliższą sobotę odbędzie się pożegnanie Dariusza Dziwisza, który był pracownikiem Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3 w Dęblinie. Człowiek, który w mgnieniu oka potrafił wszystko naprawić. Wszystko!
Pracuję w szkole od września. Miałem szczęście poznać pana Darka. Co ciekawe, wraz z dyrektorem byliśmy jedynymi mężczyznami pracującymi w placówce.
- Panie Darku, przy stole tenisowym oderwana jest śrubka - powiedziałem do niego. Przed następną lekcją sprzęt był naprawiony. - Mógłbym pan zmniejszyć temperaturę grzejników, bo nie ma pokrętła - rzuciłem następnym razem. Nie obejrzałem się, a temperatura w szatni chłopców była znośna.
Nie tak miało być. Po powrocie do pracy spotkałem pana Darka. - I jak sytuacja - zapytałem. - Mateusz, zawsze jest coś do zrobienia. Widziałeś szatnie? - zapytał. - Jeszcze nie, ale wiem, że odnowione jak należy. - odpowiedziałem.
Nie wiedziałem, nie sądziłem, że będą to ostatnie jego słowa w moim kierunku. Dzień później wylądował w szpitalu. Współpraca układała się pięknie. Nie mogę uwierzyć, że w najbliższą sobotę pojadę w jego rodzinne strony i będę musiał się z nim pożegnać.
Był skrupulatny. U niego nie było narzekania. Prośba o naprawienie czegoś oznaczała natychmiastowe działanie. Idąc do pracy spoglądam w stronę pomieszczenia, gdzie miał wszystkie narzędzia. Wcześniej drzwi były uchylone. Od kilku dni zamknięte. Musiałem pójść po śrubokręt. Wziąłem klucze. Otworzyłem drzwi. Od razu wróciły wspomnienia, rozmowy o codzienności. Teraz było pusto. Nie było pana Darka.
Panie Darku, patrz na nas z góry. Pilnuj, by w szkole było wszystko na miejscu. Będziemy pamiętać.
Mateusz Połynka
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.