Białecki: Nie oddaję krwi dla nagrody. Chcę pomóc tym, którzy potrzebują tego bezcennego płynu

Opublikowano:
Autor:

Białecki: Nie oddaję krwi dla nagrody. Chcę pomóc tym, którzy potrzebują tego bezcennego płynu - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Z RYKStarszy aspirant Leszek Białecki, technik kryminalistyki z Komendy Powiatowej Policji w Rykach, został wyróżniony Odznaką Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi podczas przedświątecznej akcji krwiodawstwa zorganizowanej przez Klub HDK "Dar Życia" przy Grupie Azoty Zakłady Azotowe Puławy S.A.
reklama

W rozmowie opowiada o tym, czym dla niego jest honorowe krwiodawstwo, dlaczego wraca na fotel dawcy i jak stara się zaszczepić w swojej córce ideę pomagania innym.

ROZMOWA Z Leszkiem Białeckim, policjantem, który otrzymał Odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi

Nie oddaję krwi dla nagrody. Chcę pomóc tym, którzy potrzebują tego bezcennego płynu

Panie Leszku, kilka dni przed świętami odebrał pan Odznakę Zasłużonego Honorowego Dawcy Krwi. Co to wyróżnienie dla pana oznacza?
- To przede wszystkim ogromna satysfakcja i poczucie, że to, co robię od lat, ma sens. Nie traktuję tego jako nagrody, bo nigdy nie oddawałem krwi z myślą o odznaczeniach. Dla mnie jest to symboliczne podsumowanie drogi, którą wybrałem, drogi związanej z bezinteresowną pomocą innym ludziom. Człowiek czuje wtedy, że jego działania zostały zauważone, choć najważniejsze pozostaje samo pomaganie.

reklama

Czy moment wręczenia odznaki był dla pana szczególny?
- Tak, zwłaszcza że odbywało się to tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Ten czas sprzyja refleksji i myśleniu o innych. Cała atmosfera akcji krwiodawstwa była podniosła, ale jednocześnie serdeczna. To był moment, który na pewno zapamiętam na długo.

Jak zaczęła się pana historia z honorowym krwiodawstwem?
- Moja pierwsza donacja miała miejsce w 2007 roku w Warszawie. Byłem wtedy na początku służby w policji i razem z kolegami postanowiliśmy spróbować oddać krew. To nie była wielka akcja ani przemyślany plan, raczej spontaniczna decyzja. Nikt nas do tego nie namawiał ani nie zmuszał, po prostu uznaliśmy, że warto.

Pamięta pan swój pierwszy raz na fotelu dawcy?
- Pamiętam go bardzo dobrze. Było trochę stresu i ciekawości. Nie wiedziałem dokładnie, czego się spodziewać, ale szybko okazało się, że nie ma się czego bać. Sam proces jest znacznie prostszy, niż wielu osobom się wydaje.

reklama

Czy wtedy przypuszczał pan, że oddawanie krwi stanie się częścią pana życia?
- Nie, zupełnie nie. Wtedy traktowałem to jako jednorazowy gest. Dopiero z biegiem czasu zrozumiałem, jak ogromne znaczenie ma każda donacja i jak bardzo krew jest potrzebna w systemie ochrony zdrowia.

Oddaje pan krew regularnie od tamtej pory?
- Nie od razu. Miałem kilkuletnią przerwę, głównie ze względu na obowiązki zawodowe i prywatne. Regularnie oddaję krew od 2021 roku i staram się robić to systematycznie, jeśli pozwala zdrowie i sytuacja życiowa.

Ile krwi oddał pan do tej pory?
- Nie liczę dokładnie, ale myślę, że to już ponad siedem litrów w ciągu ostatnich kilku lat. Każda donacja to dla mnie mały gest, który w realny sposób może uratować komuś życie.

reklama

Kiedy planuje pan kolejną donację?
- Jeżeli ostatnia donacja była w grudniu, to kolejna może wypaść pod koniec lutego, w zależności od harmonogramu. Oczywiście już czekam na ten moment, jeśli zdrowie pozwoli i nie przytrafi się żadne przeziębienie czy infekcja.

Jak na pana działalność reaguje rodzina?
- Żona bardzo mnie wspiera. Pilnuje mojego zdrowia i jeśli widzi, że jestem osłabiony lub przeziębiony, potrafi mi odradzić udział w donacji, bo wie, że organizm później musi się regenerować.

A córka?
- Mam siedmioletnią córkę Gabrielę i staram się powoli zaszczepiać w niej ideę pomagania innym. Chciałem zabrać ją na przedświąteczną akcję oddawania krwi. Mówiłem jej: "Córciu, zobaczysz, jak to jest, usiądziesz koło taty, ludzie będą rozmawiać z tobą, nie ma czego się bać". Trochę ją też zachęcałem, że będą małe słodkości i cukierki. To bardzo ją ucieszyło.

reklama

Czy Gabriela faktycznie była zainteresowana?
- Tak, nawet oglądaliśmy filmy o tym, jak wygląda proces oddawania krwi, żeby wiedziała, czego się spodziewać. Pewnego wieczoru przed snem powiedziała mi: "Tato, chcę pojechać z tobą!". Niestety wtedy musiałem odmówić, bo wstać musiałem bardzo wcześnie rano. Umówiliśmy się jednak, że przy następnej akcji pojedziemy razem później, żeby mogła spokojnie zobaczyć cały proces.

Jak reaguje, gdy odwiedzacie lekarza lub robi badania krwi?
- Gabriela bardzo chętnie poddaje się badaniom, obserwuje proces pobierania krwi i zadaje mnóstwo pytań. To dla mnie ważne, że w ten sposób uczy się, że oddawanie krwi i dbanie o zdrowie jest czymś naturalnym i potrzebnym.

Czy myśli pan, że w przyszłości sama zostanie honorowym dawcą krwi?
- Mam nadzieję, że tak, ale bez nacisku. Chcę dać jej przykład i pokazać, że pomaganie innym jest czymś wartościowym. Wierzę, że dorastając, sama zrozumie, jak ważna jest bezinteresowna pomoc i uczestnictwo w akcjach krwiodawstwa.

Czy zdarzają się sytuacje niecodzienne, np. mdłości po oddaniu krwi?
- Oczywiście, czasem ktoś źle się poczuje i trzeba chwilę poczekać w pozycji poziomej, ale to normalne. Sam kiedyś miałem taką sytuację. Również na początku próbowałem "oszukać" córkę, robiąc jej paczuszki z cukierkami i napojem, które pielęgniarka wręczała jej dyskretnie po oddaniu krwi. Teraz już tego nie robię – jest odważna i spokojnie obserwuje cały proces.

Dlaczego warto pana zdaniem zabierać dzieci na takie akcje?
- Dzieci uczą się odpowiedzialności, empatii i bezinteresownej pomocy. Widząc tatę oddającego krew i uczestnicząc w całym procesie, Gabriela zrozumiała, że można pomagać innym w prosty sposób, nie szukając nagród. To lekcja życia, której nie da się zastąpić żadną książką czy filmem.

Czy oddawał pan krew w wyjątkowych sytuacjach, np. dla kogoś znajomego?
- Tak, brałem udział w akcji dla syna mojej koleżanki, który chorował na białaczkę. W takich sytuacjach decyzja jest oczywista, a wsparcie innych osób jest niezwykle ważne.

Jak reaguje pan wewnętrznie przed każdym pobraniem krwi?
- Jest we mnie zawsze pewien spokój, ale i ekscytacja. Czuję, że robię coś dobrego, że mogę realnie komuś pomóc. To daje satysfakcję, której nic nie zastąpi.

Jak wygląda pana codzienny dzień dawcy krwi?
- Starannie planuję donacje, dbam o dietę, sen i odpowiednie nawodnienie. Wiem, że organizm musi być w pełni sprawny, żebym mógł oddać krew bez ryzyka dla siebie.

Jak reagują inni dawcy podczas akcji?
- Zazwyczaj jest bardzo miła, serdeczna atmosfera. Ludzie rozmawiają, wymieniają się doświadczeniami, wspierają się nawzajem. To też wpływa na moją córkę. Widzi, że pomaganie innym może być czymś naturalnym i społecznym.

Czy angażuje się pani cała rodzina w temat krwiodawstwa?
- Tak, żona często towarzyszy mi w drobnych działaniach organizacyjnych, a Gabriela uczy się, obserwując i pytając. Staramy się, żeby to była lekcja empatii i odpowiedzialności dla całej rodziny.

Jakie rady miałby pan dla innych, którzy chcieliby zacząć oddawać krew?
- Nie bać się procesu, dbać o zdrowie i regularnie uczestniczyć w akcjach. Nawet jeden litr krwi może uratować życie. Każda donacja ma znaczenie.

Na koniec, co powiedziałby pan osobom, które wahają się, czy oddać krew?
- Powiedziałbym, że nie ma się czego bać. To prosty, bezpieczny proces, który niewiele kosztuje, a może uratować życie. Każda donacja ma sens. To realna pomoc, której nie da się kupić ani w żaden sposób zastąpić.

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
logo